Z pasji do roweru lub książki

Pasje są w nas. To, czy pozwolimy im się rozwinąć, by na zawsze odmieniły nasze życie, zależy tylko od nas. Co takiego może się zrodzić z pasji do roweru lub książki ? O tym opowiada historia Franciszka Zawadzkiego z fotografii,pierwszego producenta rowerów w Polsce, którą polecamy do przeczytania. Na pewno warto na początek zostać  “Odjazdowym Czytelnikiem” i wziąć udział w naszym Powiatowym Rajdzie Rowerowym, który już w najbliższą sobotę. Dać się ponieść spotkaniu z książką w plenerze, a być może narodzi się pasja czytania, pisania, malowania lub inne. Na uczestników wydarzenia czeka mnóstwo inspiracji do rozwijania pasji, niespodzianki, prezenty i książki. Serdecznie zapraszamy.
Czekamy na Wasze zgłoszenia.

Franciszek Zawadzki, pierwszy mistrz Polski w kolarstwie szosowym,  urodził się 6 października 1887 r. w Żelechowie jako syn Piotra Zawadzkiego – mieszczanina i Franciszki z Głowienków. Jego ojciec w momencie jego narodzin miał 48 lat, a matka 36.
O dzieciństwie Franciszka Zawadzkiego w Żelechowie nic nie wiadomo. Nie są znane również okoliczności, w jakich przeprowadził się do Warszawy.
Jeszcze w okresie zaborów, w latach 1910 i 1911 został mistrzem Królestwa Polskiego w wyścigach kolarskich na szosie. 24 sierpnia 1919 r. został pierwszym mistrzem Polski w tej konkurencji, wygrywając wyścig na dystansie 100 km. Wyścig organizowało Warszawskie Towarzystwo Cyklistów, do którego Zawadzki należał w latach 1910-1921.
W 1917 r. przy ulicy Bagatela w Warszawie otworzył pierwszą w Polsce fabrykę rowerów. W pierwszym roku działalności złożono jedynie 17 rowerów, ale już w latach trzydziestych zwiększono produkcję do 60 sztuk dziennie. Rowery Zawadzkiego znane były z wysokiej jakości i nie należały do tanich. Miały wyjątkowo lekką ramę i wygodne, amortyzowane dwoma sprężynami siodełko angielskiej firmy Brooks. Cenione były za solidność i niewielką masę. Używali ich zamożni fabrykanci, handlowcy i policjanci.
Fabryka rowerów i części rowerowych Franciszka Zawadzkiego nie była największą firmą rowerową w stolicy. Jednak jej właściciel wykazywał się wielką przedsiębiorczością i pomysłowością. Jeszcze w okresie I wojny światowej był jedynym na terenach Polski producentem opon. W tym czasie okupant niemiecki prowadził rekwizycję wyrobów gumowych, wskutek czego produkcja normalnych opon nie była możliwa. Zawadzki wynalazł więc przyrząd, na którym wyrabiał opony tzw. singeltuby z bardzo mocnych nici i z wąskim paskiem gumy na grzbiecie. Okupant traktował je jako zamiennik gumowych opon i nie czynił żadnych trudności przy wydawaniu pozwoleń na jazdę. Dzięki fabrykowaniu gum przez Franciszka Zawadzkiego zawody kolarskie na torze mogły odbywać się normalnie. W pierwszych powojennych wyścigach kolarskich o Mistrzostwo Polski na szosie w 1919 r. prawie wszyscy zawodnicy używali rowerów marki „Fr. Zawadzki”. Inne fabryki krajowe nie wyrabiały rowerów wyścigowych lub też, nie mając gum, wyrabiać ich nie mogły.
Franciszek Zawadzki był wytrawnym znawcą roweru i stale pracował nad jego udoskonaleniem. Po odzyskaniu niepodległości, gdy zabrakło zagranicznych obręczy wyścigowych do kół, wynalazł przyrządy do wyrabiania obręczy i uniezależnił się od zagranicy. Następnie udoskonalił kierownicę, na którą uzyskał patent i która znana była za granicą jako model Zawadzkiego. Otrzymał również patent na tzw. regulatory do naciągania łańcucha. Ponadto pierwszy w kraju rozpoczął wyrób części rowerowych – pedałów, korb, trybów, piast, siodeł wyścigowych i turystycznych oraz wielu innych elementów, z których składane są rowery. W 1926 r. zaczął wyrabiać specjalne rowerki dziecinne dwukołowe, dla dzieci od lat trzech, z myślą o rozwijaniu młodych talentów kolarskich. 10 listopada 1938 r. za zasługi na polu pracy zawodowej, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Ignacy Mościcki uhonorował go Złotym Krzyżem Zasługi (M.P. z 1938 r. nr 271, poz. 636).
Przed 1939 r. Franciszek Zawadzki postanowił przenieść fabrykę rowerów z Warszawy do swojego majątku w miejscowości Glina koło Celestynowa. Na placu obok drewnianego dworku zlecił budowę dwupiętrowego budynku z przestronną halą produkcyjną. Zbudował też drogę z Gliny do szosy lubelskiej, by szybciej docierać do Warszawy z wyprodukowanymi rowerami, ale też ze względów osobistych, by móc trenować kolarstwo na dobrym asfalcie.
Niestety rok 1939 przerwał budowę i marzenia Zawadzkiego. Warszawska fabryka, w wyniku bombardowań, została zniszczona. Zniszczone zostało również mieszkanie Zawadzkich. Wraz z żoną Eugenią i synem Zbyszkiem zamieszkał w Starej Wsi koło Celestynowa, gdzie wcześniej pobudował willę. Podczas wojny Niemcy ograbili jego majątek. Syn, nie mogąc spokojnie usiedzieć na prowincji, włączył się do warszawskiej konspiracji i 1 sierpnia 1944 r. wraz z tysiącami innych młodych ludzi stanął do walki zbrojnej z okupantem. Nie zginął w powstaniu, lecz został ujęty przez Niemców i wywieziony do obozu zagłady w Stutthof. Stamtąd wraz z przyjacielem próbował uciec, ale złapano ich i wywieziono w okolice Hamburga. Do rodziny Zawadzkich przyszła „pocztą pantoflową” wiadomość, że został zastrzelony podczas próby ucieczki. Czy tak było? Nie wiadomo. Rodzice długo nie mogli pogodzić się z utratą syna (miał 20 lat). Nie dopuszczali myśli, że mógł zginąć. Po kilku latach symbolicznie pochowali go na warszawskich Powązkach.
Po wojnie majątek Franciszka Zawadzkiego został znacjonalizowany. Pozostał mu jedynie dom w Starej Wsi, ale tylko dlatego, że zapisany był na żonę. Straciwszy fabrykę w Warszawie, założył w Starej Wsi warsztat naprawy rowerów. W 1968 r. jego żonę potrącił śmiertelnie samochód. Po kilku latach Zawadzki ożenił się ponownie, sprzedał willę z przeznaczeniem na przedszkole i przeprowadził się do Warszawy. Zmarł 7 listopada 1975 r. Grób Franciszka, Eugenii i Zbigniewa Zawadzkich znajduje się na Starych Powązkach – kwatera 256, rząd 6, miejsce 4,5. Jest tam tez pochowany Piotr Zawadzki – zapewne ojciec Franciszka, zmarły w 1912 r.
Opracował Michał Sztelmach na podstawie:  “Kolaż Polski, nr 7/1927